Table Of ContentObjaśnienia dn
poezji Hdlderlina
MARTIN
HEIDEGGER
o «jaśnienia do
poezji Holderlina
PRZEŁOŻYŁA SŁAWA LISIECKA
WYDAWNICTWO KR
WARSZAWA 2004
Tytuł oryginału:
Martin Heidegger, Erläuterungen zu Hölderlins Dichtung,
Vittorio Klostermann, Frankfurt am Main 1996.
Copyright © by Vittorio Klostermann,
Frankfurt am Main 1986.
Copyright © for the Polish édition by
Wydawnictwo KR, Warszawa 2004.
Copyright © for the Polish translation by
Sława Lisiecka, Warszawa 2004.
ISBN 83-89158-36-1
Projekt okładki, stron tytułowych
Lech Robakiewicz, dOM tCHu
Książka dotowana przez INTER NATIONES, Bonn
Veröffentlicht mit finanziellen Unterstützung von
INTER NATIONES, Bonn
PRZEDMOWA DO CZWARTEGO,
ROZSZERZONEGO WYDANIA
Niniejsze Objaśnienia nie roszczą sobie pretensji do miana
przyczynków do badań historycznoliterackich i estetycznych.
Wynikają one z konieczności myślenia.
PRZEDMOWA DO DRUGIEGO WYDANIA
Publikowane dotychczas rozproszone próby objaśnienia kilku
poematów Hölderlina zostały tu zebrane w niezmienionej
postaci.
Objaśnienia te należą do dialogu myśli z tworzeniem
poezji, którego dziejowej wyjątkowości niepodobna nigdy
dowieść w aspekcie historycznoliterackim — można jednak
wskazać na nią przez myślący dialog.
Pewna poczyniona już wcześniej uwaga mówi o objaśnianiu,
co następuje:
Do dzisiaj nie wiemy, czym naprawdę, mimo nadanych im
mian „elegia” i „hymn”, są wiersze Hölderlina. Jawią się
niczym nie mająca świątyni szkatuła poezji. W zgiełku „mów
niepoetyckich” wiersze są niby zawieszony w przestrzeni
dzwon, którego brzmienie ulega rozstrojeniu pod wpływem
bodaj lekkich płatków śniegu. I może właśnie dlatego w wersach
pochodzących z późniejszego okresu Hölderlin wypowiada
słowa, które brzmią jak proza, a jednak, jak prawie żadne
inne, są poezją (Szkic do Kolumba, t. IV, s. 395):
Przez małe rzeczy
Rozstrojony jak przez śnieg był
Dzwon, którym
Dzwoni się na wieczerzę.
Być może wszelkie objaśnianie takich wierszy jest śniegiem
opadłym na dzwon. Niezależnie od tego, ile objaśnienie zdolne
8 Uwagi o poezji Holderlina
jest sprawić, zawsze można o nim powiedzieć, co następuje:
aby czysta poezja w wierszu była odrobinę przejrzystsza,
objaśniająca mowa musi za każdym razem rozbić się o siebie
i przedmiot swych usiłowań. Mając na względzie poezję,
objaśnienie wiersza musi dążyć do tego, by stać się zbędnym.
Ostatni, ale też najtrudniejszy krok każdej wykładni polega na
usunięciu się w cień z objaśnieniami wobec czystego istnienia
wiersza. Wiersz — rządzący się wówczas własnymi prawami
— sam bezpośrednio wniesie światło do innych wierszy.
Toteż przy powtórnej lekturze będziemy mogli sądzić, że
zawsze rozumieliśmy je właśnie w taki sposób. Byłoby dobrze,
gdybyśmy tak sądzili.
„PRZYBYCIE DO DOMU / DO BLISKICH”
1. Tam wewnątrz Alp jest jeszcze jasna noc a chmura,
Radosność spowijając, zakrywa w głębi ziejącą dolinę.
Ku niej, w tamtą stronę wyje i spada żartobliwy górski
wietrzyk,
Stromo przez jodły lśni w dole i znika promień.
Powoli śpieszy i walczy drżąc radośnie Chaos,
Młody postacią, lecz mocny, świętuje ulubiony spór
Pośród skał, wrze i chwieje się w wiecznych szrankach, -
Bardziej bachancko bowiem nadciąga wewnątrz poranek.
Gdyż bardziej nieskończenie rośnie tam rok i święte
Godziny, dni, one są śmielej uporządkowane, pomieszane.
Jednakże dostrzega porę ptak burzy i między
Górami, wysoko w powietrzu przebywa i wzywa dzień.
Teraz też budzi się i patrzy w głębi wioska,
Nieustraszenie, zwrócona ku Wzniosłemu, spośród szczytów
w górę.
Wzrost przeczuwając, gdyż już, jak błyskawice, spadają stare
Źródła wody, grunt pod gwałtownie spadającymi paruje,
Echo rozbrzmiewa dookoła, a niezmierzony warsztat
Porusza w dzień i w noc, dary rozsyłając, ramieniem.
2. Spokojnie lśnią tymczasem srebrne wyżyny ponad tym,
Pełen róż jest już na nich świecący śnieg.
A jeszcze wyżej w górze mieszka ponad światłem czysty
Błogi Bóg rozradowany igraniem świętych promieni.
Cicho sam mieszka, i jasne jawi się jego oblicze,
Eteryczny zdaje się skłonny dawać życie,
Stwarzać radość, z nami, jak nieraz, gdy, znający miarę,
10 Uwagi o poezji Holderlina
Znający oddychających również wahając się i chroniąc Bóg
Godziwe szczęście miastom i domom i łagodne
Deszcze, by otworzyć ziemię, skwarne chmury, i wam,
Najzaufańsze wietrzyki potem, wam, łagodne wiosny, posyła,
I smutnych powolną ręką znów rozradowuje,
Kiedy odnawia czasy, Stwórczy, ciche
Serca starzejących się ludzi odświeża i porusza,
I w dół w głębię działa, i otwiera i rozjaśnia.
Jak to lubi, i teraz znowu zaczyna się życie,
Powab rozkwita, jak niegdyś, i teraźniejszy duch przybywa,
A radosna odwaga znów skrzydła nadyma.
3. Wiele mówiłem do niego, cokolwiek bowiem myślą poeci
Albo śpiewają, jest przeznaczone zwłaszcza aniołom i jemu;
O wiele prosiłem, z miłości do ojczyzny, aby nagle
Nieproszony nie napadł nas kiedyś duch;
O wiele też dla was, którzyście w ojczyźnie zatroskani,
Którym święte podziękowanie z uśmiechem zbiegów
sprowadza,
Ziomkowie!, dla was, gdy tymczasem kołysało mnie jezioro,
A wioślarz siedział spokojnie i chwalił żeglugę.
Daleko to było na równinie jeziora Radosne falowanie
Pod żaglami a teraz rozkwita i jaśnieje miasto
Tam o wczesnym świcie, pewnie z cienistych Alp
Przybywa prowadzony i spoczywa teraz w porcie okręt.
Ciepły jest brzeg tutaj i przyjaźnie otwarte doliny,
Pięknie ścieżkami rozjaśnione, zielenią się i pobłyskują
ku mnie.
Ogrody stoją stowarzyszone a lśniący pąk zaczyna się już,
I ptaka śpiew zaprasza wędrowca.
Wszystko wydaje się poufałe, śpieszące mimo pozdrowienie
też
Zdaje się od przyjaciół, każda mina zda się ku tobie zwrócona.
4. Bo i zaprawdę! Jest to kraj narodzin, ziemia stron rodzinnych,
To, czego szukasz, jest blisko, już ci wychodzi naprzeciw.
I na próżno nie stoi, jak syn, w poszumie fal
Przy bramie i widzi, i szuka miłych nazw dla ciebie,
Z pieśnią wędrujący mężczyzna, szczęsne Lindau!
Jedna z gościnnych bram kraju ta jest.